Stare Wygi – pomimo tego, że pomysł jest oklepany, to i tak warto obejrzeć…
Kolejny post z cyklu „Noc Kina Bez Endu”. Dzisiaj recenzja drugiego z trzech filmów, które miałem okazję obejrzeć w nocy – „Stare Wygi” w reżyserii Walta Becker’a. W pierwszych słowach nie sposób pominąć informacji, że jakby nie patrzeć na tę komedię, jest to produkt z działu „filmy familijne” i pod takim raczej kątem należy na niego patrzeć, a nie jak na jakąś wielką produkcję, która będzie zachwycała pod każdym względem. Pomimo scenariusza opartego na sprawdzonych motywach, które możemy zobaczyć w wielu innych filmach (ot, były mąż zostaje zmuszony do opieki nad dziećmi), to film nadrabia gwiazdorską obsadą (John Travolta, czy Robin Williams) i humorem, który nie jest co prawda najwyższych lotów, ale jest wystarczający, aby o godzinie pierwszej w nocy rozbawić do łez. Czy można chcieć czegoś więcej od tego typu filmu?
The Hurt Locker. W pułapce wojny – Noc Kina Bez Endu…