Zdjęcie autorstwa Conrados/stock.xchng

Czasami biorąc do ręki gazetę zastanawiam się, do kogo jest ona adresowana. Część z artykułów zamieszczanych w prasie nie nadaje się do czytania, czy to ze względu na zbyt fachowe słownictwo, które przeciętnemu Kowalskiemu niewiele mówi, czy też ze względu na pisanie o samych oczywistościach, o których każdy od zawsze wie. W Internecie poziom merytoryczny niektórych tekstów jest jeszcze gorszy! Ot, kilka przykładów ilustrujących polskie ‘dziennikarstwo’:

3. Awaria sygnalizacji świetlnej w Krakowie (źródło: Gazeta Wyborcza Kraków)

Deszcz jaki jest, każdy widzi (no prawie każdy)…

Prawdopodobnie przyczyną tej awarii jest pogoda – informował nas oficer dyżurny ruchu drogowego z KMP w Krakowie. Przez intensywne opady mokrego deszczu w Krakowie tworzyły się gigantyczne korki.

Dziwne, we Wrocławiu, ba, niemal w całej Polsce deszcz jest zawsze mokry… Cóż, w Grodzie Kraka za długo nie przebywałem i może rzeczywiście tam pada suchy deszcz, a ‘mokry’ to jakaś anomalia? Może ktoś mieszkający w Krk mógłby to jakoś wytłumaczyć?

2. Burza grzmiała z ponaddźwiękową prędkością (źródło: Gazeta Wyborcza Łódź)

Tak to jest, jak się nie uważa w szkole… ;-)

Tym razem artykuł znacznie dłuższy i zawierający tym samym większą ilość kwiatków (i to nie byle jakich!)

Tytuł:

Burza grzmiała z ponaddźwiękową prędkością

E? Grzmot to także fala akustyczna, a tym samym, jeżeli dobrze pamiętam z lekcji fizyki rozchodzi się z… prędkością dźwięku! Ale jak widać ‘dziennikarzyna’ musiał ową lekcję opuścić… Idźmy Czytajmy dalej:

Rzeczywiście, piorun krzywdy nam nie zrobi. Nawet jak uderzy w auto, pojazd zadziała jak klatka, po której ładunki spłyną do ziemi. Ale nie mniej niebezpieczne są połamane gałęzie czy konary drzew, które uderzają w jadące samochody. Właśnie od tego ginie dziś najwięcej ludzi w Polsce.

Klatka? Jaka znowu klatka? Cytując z komentarza pod tekstem ‘schodowa, czy na chomika’? A wystarczyło dopisać jedno słowo i mielibyśmy ‘klatka Faradaya’, która jak się nie mylę, też gdzieś na fizyce była… I jeszcze sprawa ‘największej ilości zgonów’ – a w telewizorni mówią, że to brawura i głupota polskich kierowców zabija najbardziej… ;-)

Wbrew pozorom pioruny są bezbarwne. Widzimy je jako światło, a rozgrzane do niewyobrażalnie wysokiej temperatury światło świeci. Najpierw na czerwono (około 800 stopni Celsjusza), ale rozgrzane jeszcze mocniej – jak w piorunie – staje się jaśniejsze, a w postrzeganiu bielsze.

Z powyższego jasno wynika, że jeżeli ochłodzimy światło to nie będzie ono ani czerwone, ani białe – ba, w ogóle go nie będzie! Ma ktoś jakiś pomysł, jak ochłodzić światło?

Dzięki dobrze widocznym błyskom i grzmotom, łatwo sprawdzić, jak daleko burza jest od nas. Błysk rozchodzi się w mgnieniu oka. Grzmot jest w tym samym momencie, ale do naszego ucha dochodzi wolniej („tylko” 340 metrów na sekundę). Łatwo wyliczyć, że jeśli grzmot usłyszymy po trzech sekundach, epicentrum burzy jest około kilometra od nas. Jeśli idzie w naszym kierunku, dojść może za kilka minut (choć nie ma reguły, zdarzają się burze stojące w miejscu).

Kolejny kwiatek. Burza może ‘zrobić’ tylko dwie rzeczy: albo iść w naszym kierunku, albo stać. Innej możliwości nie ma…

1. Wrocław: Libacja na skwerku (źródło: Gazeta Wrocławska)

Bo czasem imprezy są długie, a czasem krótkie…

I na koniec prawdziwy majstersztyk dziennikarstwa. Ktoś wziął sobie do serca hasło:

‘Zwięzłość jest urodą języka’

ale zapomniał o jednym. Każda informacja powinna odpowiadać choć na kilka podstawowych pytać i w jakimś sensie wyczerpywać temat, a nie… wywoływać śmiech i jednoczesną rozpacz nad poziomem polskiego ‘dziennikarstwa’.

Wrocław: Libacja na skwerku (tytuł)

Policjanci dostali dzisiaj zgłoszenie, że na skwerku w jednym z wrocławskich parków grupka mężczyzn pije alkohol. (lead)

Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce okazało się, że nikogo tam nie ma. (tekst)

Komentarz po? Chyba zbędny.

Jak można wyjaśnić aż tak wysoki poziom merytoryczny niektórych tekstów? Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że każdy jest tylko człowiekiem i ma prawo do błędów. Ale bez przesady. Strona internetowa sygnowana logiem jakiejś gazety powinna trzymać poziom, a nie odstraszać merytorycznym i praktycznym przygotowaniem niektórych ‘dziennikarzy’… W przeciwieństwie do chociażby tego bloga, korektę przed publikacją prawdopodobnie ktoś przeprowadza. Chyba że zastosowanie ma tutaj pewien obrazek (niestety nie znam źródła jego pochodzenia…):

Pisać każdy może… ale nie każdy powinien…

Znacie jeszcze jakieś ‘wysoko merytoryczne’ artykuły?

Zaraz pewnie ktoś mi wytknie, że na tym blogu jest pełno błędów – zgadza się, nie zaprzeczę temu, jednak nie jest to strona internetowa żadnego szanującego się medium, a tym bardziej nie pretenduje do tego miana. Co więcej, nie biorę pieniędzy za pisanie tekstów na blogu ;-)