Pełzaj i tańcz – Disco Robaczki
Posted by Zielkqcze 2
Po dwóch latach od światowej premiery mamy okazję zobaczyć ten film w… kinach…
Animacja jest w kinach już kilka dni, ale ani fotosy, ani trailer jakoś mnie nie porwały i nie czuję nieodpartego przymusu oglądnięcia tego filmu w najbliższym czasie. Dlaczego więc powstał ten post? Z racji komentarza jednego z internautów odwiedzających tę stronę postanowiłem przyjrzeć się jeszcze raz informacjom dostępnym o tej animacji w Internecie. I tu pojawiła się dość ciekawa sytuacja: dlaczego znowu Polak musi czekać na film? Dlaczego dopiero po dwóch latach ktoś zdecydował, że warto go pokazać w polskim kinie? Dlaczego cały świat może oglądać już tą tę animację na DVD, a my mamy ją dopiero w kinach?!
Pominę tutaj kwestię tego, iż film stworzony przy współpracy duńsko-niemieckiej odbiega od standardów w tego typu produkcjach, gdzie amerykańskie wytwórnie pokazały nam, jak może wyglądać animacja komputerowa i że warto zadbać o każdy szczegół, czy to odnoszący się do samego wyglądu, fabuły, czy też warstwy audio. Nie będę tutaj pisał o tym, że „Disco Robaczki” wyglądają jak film sprzed dobrych kilku lat, że nie powstał w żadnej większej i znanej wytwórni, ani że można to było zrobić lepiej patrząc chociażby po trailerze, który nie spełnia swojego podstawowego zadania – nie zachęca do oglądnięcia filmu i wydania pieniędzy na bilet do kina…
„Disco Robaczki” 21 maja 2010 pojawiły się w polskich kina. Niby zwyczajna data, tuż przed dniem dziecka. Dlaczego jednak polska premiera odbyła się niespełna dwa lata po premierze światowej? Film w zagranicznych kinach wyświetlany był od 7 września 2008 roku, a obecnie rozpowszechniany jest już na DVD. Dlaczego znowu Polak musi na wszystko czekać? Czyżbyśmy byli narodem drugiej kategorii, gdzie można nam wciskać jakieś starocie, które na zachodzie również nie zdobyły większej widowni i popularności? Może to wynikać z faktu, że Polska nie była głównym adresatem produkcji, ale po co w takim razie ponownie podgrzewać ten sam kotlet?
Widać, że nie jest to amerykańska animacja dopracowana w każdym calu…
Zapewne w tym miejscu znajdzie się osoba, która napisze, że tłumaczenie dialogów i ich nagranie trochę trwa. Zgoda, ale nie dwa lata! Standardem jest tutaj czas do 5 miesięcy patrząc po wielu produkcjach, które mieliśmy już okazję widzieć w polskich kinach. Właśnie blisko pół roku dane nam było czekać na film ze studia Pixar – Odlot (2009) i to już była masa czasu, zwłaszcza, że przed premierą w Polsce film pojawił się już na płytach DVD w Stanach Zjednoczonych – można to jeszcze zrozumieć, bo była to pierwsza animacja Pixar’a w 3D, a tym samym oglądniecie jej w kinie nawet w lekko późniejszym terminie mogło być zrozumiałe. W przypadku „Disco Robaczków” nie mamy do czynienia z żadnym 3D i dalej nie widzę sensu, aby iść do kina specjalnie na seans w „rytmie disco”.
Przejdźmy teraz do polskiego marketingu, który miał zapełnić widownię w kinach. Nie ograniczył się on co prawda tylko do trailerów (a dokładnie dostępny był tylko jeden trailer, do zobaczenia poniżej, którego nie mogę w żaden sposób porównać do zwiastunów zagranicznych – dlaczego u nas znowu zawalono sprawę?), ale również w Internecie opublikowane zostały materiały prezentujące powstawanie dubbingu. Ciekawa i dobra inicjatywa, którą trzeba pochwalić, zwłaszcza, że spotkała się z pozytywnym odbiorem – 50tysięcy wyświetleń za pośrednictwem serwisu youtube niektórych fragmentów jest tego dobrym przykładem.
Polska:
Malezja:
Animacja na plakatach jest reklamowana hasłami w stylu „pełzaj i tańcz”. Nie wiem czy tylko mi, ale nasuwa to jednoznaczne skojarzenia z innymi filmami, musicalami, czy nawet teleturniejami w polskiej telewizji. Moda na taniec ogarnia nas z każdej strony…
Czy warto wydać pieniądze na „Disco Robaczki”? Nie udzielę jednoznacznej odpowiedzi, gdyż ciężko się na ten temat wypowiedzieć przed obejrzeniem danej animacji. Każdy już sam musi podjąć to ryzyko – ja rezygnuję i dziękuję, poczekam na lepsze filmy, a przynajmniej na takie, które aż będą się prosiły o obejrzenie… I miejmy nadzieję, że na „Animowaną Historię Polski” nie będziemy czekali również dwóch lat.

5 comments
Komentarz by Verde on 05/06/2010 at 23:01
„Dlaczego cały świat może oglądać już tą animację na DVD, a my mamy ją dopiero w kinach?!”
TĘ animację możemy oglądać dopiero teraz, ponieważ jest wolny rynek i któryś z dystrybutorów liczy, że jednak znajdą się chętni na jej obejrzenie właśnie teraz.
Jeśli uważasz Szanowny Kolego, że ktoś nie docenia Cię dość jako widza – wymień konkretnego dystrybutora, bo sprawia to wrażenie jakby istniał wciąż jakiś Instytut Propagandy jak w DemoLudzie, które wybiera kiedy i jakie słuszne filmy wejdą na ekrany kin.
PS: A powyższym postem sam odpowiedziałeś sobie na pytanie – widocznie film nie był na tyle dobry, aby płacić za jego dystrybucje zaraz po premierze.
PPS: Trailer zaiste przeraźliwie nudny.
Komentarz by Zielkq on 06/06/2010 at 19:00
Tą/tę to w sumie już bez większej różnicy -> język się zmienia i coraz częściej obie formy uznawane są za poprawne, a przynajmniej nie są rażącym błędem jak było to kiedyś. Oczywiście wersja ‘tę’ jest ‘hiperpoprawniejsza’, także dziękuję
Nie widzę sensu wymieniania konkretnego dystrybutora, bo nie o to w tym chodzi (każdy może sprawdzić sobie samodzielnie np. w google, kto jest odpowiedzialny za ten produkt w Polsce). Gdyby ‘Robaczki’ weszły do kin dwa lata temu, to może jeszcze by się jakoś obroniły, ale teraz, w 2010, kiedy to w kinach są dużo lepsze i dużo bardziej wyraziste animacje (chociażby ‘Jak wytresować smoka’, czy mający za chwilę wejść kolejny ‘Shrek’) to strzelenie sobie samobója… Zrozumiałbym, gdyby jeszcze film coś sobą prezentował, ale w takiej postaci jest to nie do przyjęcia przeze mnie.
Powyższy post ma odzwierciedlanie we wszystkich animacjach/filmach, które w Polsce prezentowane są z takim poślizgiem, bądź nie są dystrybuowane wcale… (ot, ‘Igor’, choć tutaj pojawia się ponownie ten sam dystrybutor co w przypadku ‘Robaczków’ – czyżby też z blisko dwuletnim poślizgiem miał wejść do kin?)
Komentarz by szymalan on 06/06/2010 at 21:02
Z dystrybucją filmów innych niż hollywoodzkie jest czasem niezły cyrk, choć i nawet z hollywoodzkimi zdarza się (jak Odlot- jak dla mnie nie było żadnego uzasadnienia dla takiego opóźnienia premiery). Czesto przekłada się jakieś filmy w nieskończoność, a w koncu albo od razu lądują na DVD, albo trafiają na ekran dopiero w związku jakąś okazją typu Dzien Dziecka, czy Halloween. Niestety- jeśli chodzi o dystrybucję wciąż jest z tym u nas rożnie, choć dobrze, że przynajmniej bliuckbustery trafiają do nas w miarę szybko (czasem nawet równo z premierą światową- a więc 6 h wcześniej jakieś de facto
)
pozdrawiam
Komentarz by Verde on 07/06/2010 at 16:31
Z tym ‘tą-tę’ to mam nadzieję, że raczysz żartować.
To nie jest żadna hiperpoprawna wersja, a babol, który nie przeszedłby przez korektę w gazetce szkolnej.
Komentarz by Zielkq on 07/06/2010 at 17:25
Oj, to Kolega zdziwiłby się, co potrafi przejść przez korektę w porządnej prasie. Miałem akurat okazję z tym obcować przez jakiś czas i błędy można znaleźć w każdym wydaniu
(niezależnie czy będzie to Rzepa, Wyborcza, Angora, Newsweek, Pani domu, etc.)
I nie mówię tu tylko o błędach związanych z odmianą słów, ale błędach w nazwiskach, pisowni, interpunkcji, etc – jednym słowem: we wszystkim.